Dobry, zły i zakręcony
Joheunnom nabbeunnom isanghannom
Data dodania: 2009-10-13
Wielkie kinowe widowisko o trzech Koreańczykach, którzy wywołali zamieszanie w całej północno-wschodniej Azji, poszukując tajemniczego skarbu i starając się po drodze wyeliminować siebie nawzajem, zyskała uznanie publiczności tegorocznego festiwalu w Cannes, która po projekcji zgotowała twórcom kilkuminutową owację na stojąco, i ubiegłorocznego Katalońskiego Międzynarodowego Festiwalu Filmowego, gdzie Kim Jee-Woon odebrał nagrodę dla najlepszego reżysera, a także zwykłych brytyjskich kinomanów, którzy znają „Dobrego, złego i zakręconego” już od kilkunastu tygodni i kupili ponad ćwierć miliona biletów na ten film. Od sierpnia film gości również na ekranach kin niemieckich.
Ta najdroższa produkcja w historii koreańskiej kinematografii, której budżet wyniósł 17 milionów dolarów, zbierająca na ekranie trzech najpopularniejszych tam aktorów, jest niewątpliwie świadectwem kunsztu i wielkiej filmowej wyobraźni reżysera Kim Jee-woona, który jest także współautorem scenariusza obok debiutującego autora Kim Min-Suka, a także współproducentem obrazu obok Choi Jae-wona, współtwórcy sukcesów spektakularnego filmu „Host: Potwór” w reżyserii Joon-Ho Bonga. Nie ma też wątpliwości co do tego, że Jee-woon wyraźnie triumfuje nad wizjonerem japońskiego kina Takashim Miike, który rok przed nim zrealizował obraz „Sukiyaki Western Django”, pod wieloma względami bardzo podobny do „Dobrego, złego i zakręconego”, ale osadzony w realiach XII-wiecznej Japonii.
Jak łatwo się domyślić, „Dobry, zły i zakręcony” ma wiele wspólnego ze słynnym, kultowym spaghetti westernem Sergia Leone „Dobry, zły i brzydki” z Clintem Eastwoodem w roli głównej. Mimo iż Jee-woon zamienił realia końca wojny secesyjnej w najbardziej zapadłych osadach amerykańskiego Środkowego Zachodu na lata 30. ubiegłego wieku w okupowanej przez Japończyków Mandżurii, schemat fabularny filmu pozostał z grubsza ten sam.





